Historia nie moja

Historia z życia wzięta, nie moja, ale bliskiej mi osoby.
Dziecko, dziecko planowane, długie lata starań, pragnienie, marzenie. Wszystko się spełniło.
Ona dbała o siebie, leżała, pachniała nic co by zaszkodziło dziecku.
Dziewucha na monitorze USG. Starsza siostra zachwycona, będą się bawić barbie, malować wzajemnie i chodzić na imprezy. Wizja pokoiku stała się realna, wszystko różowe, słodziutkie koronki serduszka i inne duperele. Wózek z najwyższej półki, najlepszego producenta, różowy calutki. Termin na dzień kobiet. Lepszego mieć nie mogła.
Rano, kompletowanie brakującej części wyprawki kosmetycznej w aptece, później wizyta u lekarza. Najlepszego, rekomendowanego, z opinią na pięć plus. Brał sporo ale co to, dziecko upragnione, wynoszone. Wszystko idealnie.
”Proszę się położyć, sprawdzę tętno. Termin na jutro skierujemy na KTG.”
”Dobrze Panie Doktorze.”
”Nie ma tętna, natychmiast na izbę przyjęć.”
Łzy leją się po policzkach, obwinianie siebie w tym pędzie do szpitala.
Nie zrobiono CC na cito. Dalszą część znacie.

Dlaczego Boże zabierasz maleństwa? To niesprawiedliwe. W chuj nie sprawiedliwe.

Dziękuje.